25 wrzesienia 2015

ODPOWIEDŹ NA GLOSĘ DO WYROKU SĄDU NAJWYŻSZEGO W SPRAWIE MBANKU

Zasadniczą wartością podlegającą ochronie jest równowaga kontraktowa, a nie jej zaburzenie na korzyść konsumenta.

Zdjęcie

W artykule „Bułgarski standard” (Prawnik z 21 sierpnia 2015 r.) dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska zaprezentowała kategoryczną tezę o złamaniu przez Sąd Najwyższy obowiązującego w Polsce prawa. Miało się to stać poprzez wydanie 14 maja 2015 r. wyroku w sprawie o sygn. akt II CSK 768/14. Nikogo nie dziwi, że historia powództwa wytoczonego mBankowi przez ponad tysiąc klientów budzi emocje, także wśród komentatorów. Wydaje się jednak, że tym razem krytyka poszła o krok za daleko. Autorka nazywa Sąd Najwyższy „trybunem interesów przedsiębiorcy”. Twierdzi, że jej zdaniem upozorował troskę o interes konsumenta, jednocześnie udzielając przedsiębiorcom „zamaskowanego wsparcia”, a tym samym „podarował przedsiębiorcom niezwykle cenny prezent”. Abstrahując od niefortunnego doboru słów, krytyka Sądu Najwyższego jest niesłuszna przede wszystkim z prawnego punktu widzenia.

Wyrokiem z 14 maja 2015 r. Sąd Najwyższy nakazał sądowi apelacyjnemu ponownie rozpoznać sprawę, w której grupa konsumentów domagała się ustalenia odpowiedzialności odszkodowawczej banku w związku z wykonywaniem zawartych przez strony umów kredytu. Sąd Okręgowy, a następnie Sąd Apelacyjny w Łodzi przyznały rację stronie powodowej, ustalając odpowiedzialność banku.

Sporne umowy to kredyty waloryzowane kursem franka szwajcarskiego. Podstawą powództwa było zawarte w umowach postanowienie wskazujące na możliwość zmiany wysokości oprocentowania kredytu w przypadku zmiany m.in. stopy referencyjnej dla danej waluty, nieokreślające jednak w sposób ścisły zasad zmian oprocentowania.

Sądy obu instancji uznały, że sporna klauzula – jako nieuczciwe (abuzywne) postanowienie umowy – na podstawie art. 3851 kodeksu cywilnego nie wiąże konsumentów. W konsekwencji przedmiotowe umowy uznano za kredyty ze stałym, a nie zmiennym oprocentowaniem. Przyjmowanie przez mBank w toku wykonywania umów oprocentowania innego niż obowiązujące w dacie zawarcia umowy miało naruszać umowę, skutkując odpowiedzialnością banku.

Sąd Najwyższy co do zasady podzielił ocenę, że przyznanie bankowi kompetencji do podejmowania decyzji o zmianach oprocentowania przesądza niedozwolony charakter przedmiotowego postanowienia umowy. Wskazał jednak, że w postanowieniu dotyczącym zmian oprocentowania należy wyróżnić dwa zasadnicze elementy – w ustnych motywach rozstrzygnięcia Sąd Najwyższy dodał, że kwestionowaną klauzulę należało przepołowić jak arbuza. Wyodrębnione części klauzuli to: część odsyłająca do kryteriów ustalania (weryfikowania) stopy procentowej w czasie trwania stosunku kredytowego (element parametryczny lub ekonomiczny) oraz element decyzyjny, kompetencyjny, przyznający bankowi prawo decydowania o momencie oraz wysokości zmiany oprocentowania. Tylko ta druga część została uznana za niewiążącą. Sąd Najwyższy podkreślił, że umowy muszą pozostać umowami o zmiennym oprocentowaniu. Stwierdzenie abuzywności postanowienia umowy nie może prowadzić do zmiany charakteru prawnego tej umowy, która wiąże strony w pozostałym zakresie. Sąd Najwyższy stwierdził, że Sąd Apelacyjny nie mógł przekształcić spornych umów w kredyty o stałym oprocentowaniu.

Sąd Najwyższy wskazał też na potrzebę skorzystania w tej sprawie z opinii biegłego sądowego. Jego rolą będzie ustalenie, czy dokonywane przez bank zmiany oprocentowania spornych kredytów, które następowały w trakcie wykonywania przedmiotowych umów, odpowiadały racjonalnym, ekonomicznie uzasadnionym i dającym się zweryfikować kryteriom.

Abuzywność nie jest oczywista

Wyczerpująca ocena zakwestionowanego przez klientów mBanku postanowienia pod kątem abuzywności wymagałaby pogłębionej analizy, która wykracza poza ramy tego artykułu. W tym przedmiocie należy jednak zasygnalizować istnienie argumentów przemawiających za dozwolonym charakterem przedmiotowej klauzuli. Po pierwsze, w ust. 2 lit. b załącznika do dyrektywy 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich przewidziano, że dopuszczalne jest zastrzeżenie przez dostawcę usług finansowych prawa do zmiany stopy procentowej płaconej przez konsumenta, jeżeli istnieje uzasadniona przyczyna takiej zmiany, zaś konsument zostanie o niej poinformowany i uzyska prawo do niezwłocznego rozwiązania umowy.

Po drugie, kwalifikacja kwestionowanej klauzuli jako rzekomo rażąco naruszającej interes konsumenta nie uwzględnia okoliczności po zawarciu umowy, w szczególności sposobu wykonywania umowy przez mBank. Dopiero uwzględnienie tych okoliczności umożliwiłoby dokonanie kompleksowej oceny w odniesieniu do aktualnych interesów konsumenta, co jest szczególnie istotne w przypadku umów zawieranych na 20–30 lat. Z tych względów istotne byłoby także uwzględnienie wyroku TSUE z 14 marca 2013 r. (C-415/11), w którym trybunał wskazał, że: „biorąc pod uwagę motyw szesnasty dyrektywy Rady 93/13/EWG z 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich, (...) sąd krajowy musi w tym zakresie sprawdzić, czy przedsiębiorca traktujący konsumenta w sposób sprawiedliwy i słuszny mógłby racjonalnie spodziewać się, iż konsument ten przyjąłby taki warunek w drodze negocjacji indywidualnych”.

Błędne założenia

W komentowanym artykule postawiono kategoryczną tezę, zgodnie z którą Sąd Najwyższy złamał prawo i uchybił fundamentom systemu ochrony konsumenckiej. Autorka nie zgadza się z Sądem Najwyższym w dwóch kwestiach:

● przyjmuje, że eliminacja klauzuli abuzywnej może prowadzić do zmiany prawnego charakteru umowy łączącej przedsiębiorcę i konsumenta (np. umowa odpłatna może zostać przekształcona w nieodpłatną);

● jej zdaniem fundamentem systemu ochrony konsumenckiej jest prewencyjna rola przepisów, która ma odstraszać przedsiębiorców przed stosowaniem klauzul abuzywnych.

Żadna z tych tez nie jest prawidłowa. Surowa recenzja wyroku SN jest przesadzona nie tylko pod kątem doboru użytych w niej słów – jest przede wszystkim nieuprawniona z prawnego punktu widzenia. Autorka, podkreślając „radykalizm sankcji europejskiej”, w sposób budzący wątpliwości interpretuje orzecznictwo TSUE, dla którego wartością nadrzędną ochrony konsumenckiej nie jest represja w stosunku do przedsiębiorcy, tylko równowaga kontraktowa stron. Z kolei równowaga ta nie może zostać przywrócona bez uwzględniania przy orzekaniu, że bank ponosi określone koszty pozyskania funduszy frankowych. Kwestionowane kredyty były udzielane na okres do 30 lat. Jest oczywiste, że koszty te w tak długim okresie ulegają istotnym zmianom. Potrzebę ich uwzględnienia (oraz ich zmienności w okresie kredytowania) przy dalszym rozpoznawaniu tej sprawy podkreślił Sąd Najwyższy w krytykowanym przez autorkę artykule.

Nie można zmieniać charakteru umowy

Sąd Najwyższy wskazał, że eliminacja klauzuli abuzywnej nie może prowadzić do zmiany prawnego charakteru stosunku obligacyjnego. Taką niedopuszczalną zmianę – w opinii Sądu Najwyższego – stanowiłoby przyjęcie, iż na skutek zakwestionowania elementu kompetencyjnego klauzuli zmiennego oprocentowania dochodzi do zmiany oprocentowania zmiennego na oprocentowanie stałe.

Pogląd ten został w komentowanym artykule skrytykowany. Autorka wskazuje, że dyrektywa 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich nie sprzeciwia się nawet radykalnym modyfikacjom umowy.

W naszej opinii jest to pogląd błędny, przeczący podstawom prawa umów oraz przyjętym zasadom ich interpretacji.

Co ciekawe, autorka w sposób prawidłowy opisuje mechanizm ustalenia treści umowy w przypadku stwierdzenia jej częściowej bezskuteczności. W takiej sytuacji ustalenie treści umowy następuje w oparciu o inne, wiążące postanowienia umowy bądź poprzez zastosowanie dyspozytywnych przepisów prawa, wypełniających miejsce postanowienia uznanego za abuzywne.

W dalszej części wywodu autorka popełnia jednak błąd, przyjmując niezrozumiałe ograniczenie kompetencji sądu do stwierdzenia, że abuzywne postanowienie nie wiąże konsumenta. Sąd jej zdaniem nie jest uprawniony do żadnego innego „działania”. Gdyby przyjąć ten tok rozumowania, sąd, interpretując umowę, nie mógłby wypełnić powstałej w umowie luki treścią odpowiadającą jej celowi czy zgodnemu zamiarowi stron. Sąd nie mógłby też zastąpić klauzuli abuzywnej przepisem dyspozytywnym, choć sama autorka wcześniej wskazywała, że tak właśnie powinien postąpić. Artykuł prezentuje więc tezy ze sobą sprzeczne.

Sposób interpretacji umowy po usunięciu postanowień abuzywnych będzie zależał od treści umowy. W wielu przypadkach bezskuteczność postanowienia nie sprawi problemów interpretacyjnych. Na przykład gdyby uznać za abuzywne postanowienie dotyczące kary umownej, jego usunięcie z umowy nie powinno sprawiać problemów interpretacyjnych. Dalsze wykonywanie umowy bez postanowienia przewidującego karę umowną nie wymaga co do zasady żadnych zabiegów interpretacyjnych. Jest to typowy przypadek, gdy sąd krajowy nie może podjąć działań zmierzających do utrzymania postanowienia w mocy. To też miał na myśli TSUE w wyroku z 14 czerwca 2012 r. (C-618/10, pkt 72), wskazując, że sąd nie może zmienić treści postanowienia abuzywnego tak, by utrzymać je w mocy. W sprawie tej (do której odwołuje się autorka artykułu) TSUE uznał za abuzywne postanowienie dotyczące odsetek za zwłokę. Po usunięciu tej klauzuli umowa mogła być dalej wykonywana, z tym że zwłoka konsumenta nie powodowała obowiązku zapłaty podwyższonych odsetek.

W wielu przypadkach stany faktyczne spraw są znacznie bardziej skomplikowane, a rygoryzm językowej wykładni umowy w jej wiążącej części – niewystarczający, aby umowa nadal odpowiadała zgodnemu zamiarowi stron i celowi umowy. To są w końcu wartości nadrzędne, którymi kierować powinny się sądy, dokonując interpretacji umowy. Należy też pamiętać, że zgodnie z art. 56 kodeksu cywilnego czynność prawna wywołuje nie tylko skutki w niej wyrażone, lecz również te, które wynikają z ustawy, zasad współżycia społecznego i z ustalonych zwyczajów. Wynikające z art. 65 kodeksu cywilnego zasady wykładni ani art. 56 kodeksu cywilnego dotyczący skutków czynności prawnej nie zostały przecież w sprawach konsumenckich wyłączone.

Takiego właśnie zabiegu dokonał Sąd Najwyższy, dzieląc postanowienie umowy dotyczące zmiennego oprocentowania na element parametryczny (ekonomiczny) oraz część zawierającą element decyzyjny (kompetencyjny), którą to uznał za abuzywną. Skoro oczywistym, wiadomym obu stronom umowy zamiarem było ustalenie zmiennej, a nie stałej stopy oprocentowania, przyjęta powszechnie w orzecznictwie kombinowana metoda wykładni umowy wykluczała wniosek odmienny.

Nie można też zgodzić się z autorką, że abuzywność części kompetencyjnej klauzuli o zmiennym oprocentowaniu pociąga za sobą bezskuteczność części parametrycznej (ekonomicznej) tylko z uwagi na to, że postanowienia te zostały umieszczone w umowie w tej samej jednostce redakcyjnej. Poddanie kredytu zmiennemu oprocentowaniu jest osobnym postanowieniem umowy względem przyznania bankowi kompetencji do jednostronnego ustalenia wysokości aktualnie obowiązującej stopy procentowej. Nie ma prawnego uzasadnienia usunięcie z umowy zdrowej części podzielonej „jak arbuz” klauzuli (posługując się przyjmowaną w artykule analogią).

Na wniosek powyższy nie ma wpływu powołane przez autorkę orzecznictwo TSUE, które wskazuje, że skutkiem stwierdzenia abuzywności postanowienia umowy jest utrata jego mocy wiążącej z mocy prawa, jakby postanowienie nie zostało zastrzeżone. Jest to skutek wynikający wprost z przepisów, który nie popiera w żaden sposób prezentowanych w artykule tez.

Prewencja, represja czy jednak równowaga

Zasadniczym mankamentem sposobu rozumowania autorki są występujące w nim sprzeczności. Z jednej strony w artykule przywołano ugruntowany w orzecznictwie TSUE pogląd, że celem przepisów dotyczących nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich jest przywrócenie równowagi kontraktowej stron. Z drugiej strony natomiast autorka, powołując się na „radykalizm sankcji europejskiej”, forsuje pogląd o konieczności przyjmowania najbardziej dotkliwej dla przedsiębiorcy wykładni umowy, choćby była niezgodna z zamiarem stron i celem umowy.

Wielokrotnie Trybunał Sprawiedliwości podkreślał, że art. 6 dyrektywy Rady 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich „zmierza do zastąpienia ustanowionej w umowie równowagi formalnej między prawami i obowiązkami stron równowagą rzeczywistą, pozwalającą na przywrócenie równości tych stron bez konieczności unieważnienia wszystkich umów zawierających nieuczciwe warunki” (zamiast wielu: wyrok TSUE z 30 kwietnia 2014 r., sygn. C-26/13 wraz z powołanym tam orzecznictwem).

Zasadniczą więc wartością podlegającą ochronie w ramach systemu ochrony konsumenckiej jest równowaga kontraktowa, a nie jej zaburzenie na korzyść konsumenta. Powyższe dostrzegł i podkreślił Sąd Najwyższy, wskazując, że: „ekstensywnej wykładni skutków prawnych stwierdzenia abuzywności (art. 385 1 par. 1 k.c.) nie można usprawiedliwiać nawet przy założeniu jej (dyrektywy – przyp. autorów) wybitnie prokonsumenckiego celu”. Przyjęcie natomiast, zgodnie z twierdzeniem autorki, poglądu o nadrzędności funkcji prewencyjnej naruszałoby tę równowagę. Prewencyjna i represyjna funkcja w prawie cywilnym mogą odgrywać jedynie rolę drugoplanową. Wnioski takie wypływają z ogólnych założeń prawa cywilnego, które służy przede wszystkim ochronie indywidualnych interesów podmiotów wobec siebie autonomicznych. Wynika to także z przeciwstawienia ogólnych zadań oraz środków prawa karnego i cywilnego.

Wyrok zgodny ze stanowiskiem TSUE

Sąd Najwyższy, uchylając zaskarżony wyrok, przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu w Łodzi do ponownego rozpoznania. Autorka twierdzi, że ponowne rozpoznanie sprawy w sposób zgodny z wytycznymi SN prowadziłoby do naruszenia dyrektywy Rady 93/13/EWG. Zdaniem autorki jedynym wyjściem, które pozwoliłoby sądowi apelacyjnemu wydać wyrok zgodny z prawem, jest wystąpienie do TSUE z pytaniem prejudycjalnym, które zakwestionowałoby „mechanizm kontroli abuzywności, jaki zaprezentował Sąd Najwyższy”.

Tymczasem wyrok Sądu Najwyższego jest prawidłowy – realizacja wytycznych SN pozwoli najpełniej zrealizować cel dyrektywy, jakim jest doprowadzenie do rzeczywistej równowagi stron. Wyrok SN jest zgodny ze stanowiskiem TSUE, który stwierdza, że: „sytuacja jednej ze stron umowy, w niniejszym przypadku konsumenta, nie może zostać uznana za decydujące kryterium rozstrzygające o dalszym losie tej umowy” (wyrok TSUE z 15 marca 2012 r., C–453/10).

Co więcej, wykładnia dokonana przez Sąd Najwyższy pozwala respektować zasadę pewności prawa. Umożliwia bowiem utrzymanie charakteru umowy zgodnego z zamiarem stron. O tym, jak istotne znaczenie w unijnym porządku prawnym TSUE przypisuje zasadzie pewności prawa, świadczy wyrok z 1 czerwca 1999 r., C–126/97. Rozstrzygając w sprawie, w której wystąpił konflikt zasady pewności prawa oraz traktatowych reguł prawa konkurencji, Trybunał Sprawiedliwości orzekł, iż wynikające z traktatu reguły konkurencji muszą ustąpić przed zasadą pewności prawa.

Wyrok Sądu Najwyższego z 14 maja 2015 r. jest prawidłowy jeszcze z innego powodu. Uniemożliwia on instrumentalne posługiwanie się zarzutem abuzywności w celu zmiany charakteru umowy, a nie tylko pozbawienia mocy wiążącej postanowienia, które zostaje uznane za abuzywne. Celem przepisów o abuzywności jest wyeliminowanie tych postanowień (bądź ich części), które rażąco naruszają interes konsumenta. W komentowanej sprawie sąd uznał za abuzywną kompetencję banku do dowolnej zmiany oprocentowania w razie ziszczenia się przesłanek takiej zmiany (wskazanej w umowie zmiany parametrów rynkowych). Samo zmienne oprocentowanie uzależnione od określonych parametrów rynkowych nie budzi zaś wątpliwości. Dlatego sąd w naszej ocenie słusznie uznał, że umowy z klientami mBanku pozostają umowami o zmiennym oprocentowaniu, uzależnionym od określonych parametrów rynkowych.

Generalny wydźwięk artykułu „Bułgarski standard” wskazuje na jego publicystyczny charakter (choć autorka sama określa go „glosą krytyczną”). Przeciwko prezentowanym w nim tezom można przedstawić poważne argumenty zarówno na gruncie prawa krajowego, jak i unijnego. Podstawą systemu ochrony konsumenckiej jest bowiem równowaga kontraktowa. Do fundamentów tego systemu, wbrew prezentowanym w artykule „Bułgarski standard” wnioskom, z pewnością nie należą niemające oparcia w przepisach sankcje i represje.

Anna Cudna-Wagner, radca prawny, kancelaria Linklaters

Bartosz Miąskiewicz, adwokat, kancelaria Linklaters

Źródło: "Czy Sąd Najwyższy rzeczywiście złamał prawo", Dziennik Gazeta Prawna,  piątek, 11 września 2015 r.

Cookies

Na naszej stronie korzystamy z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Rozumiem i akceptuję